poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Gubię się w swojej naiwności. Nie wiem co mam myślec w co wierzyć. Podobno ludzie z którymi się biznesowo związałem to oszuści. Podobno interesują się nimi odpowiednie służby. Jeśli tak jest i ja niedługo popłynę. Wprawdzie i tak nic nie wniosę do sprawy bo nie mam zupełnie pjęcia co się dzieje ale raczej popłyne w tym bagnie!
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
No właśnie, czym jest dla mnie? Chyba przez większość życia przekleństwem. Tak, przekleństwem bo analizuję, zastanawiam się, rozważam. Po co, chciałbym jak wiele ludzi mieć prosty wybór. A może ja się mylę, że normalni ludzie nie maja tak skomplikowanych wyborów w życiu? Nie, chciałem napisać coś innego a wyszło mi zupełnie co innego. Lepiej sobie dam dzisiaj spokój. Nie chce mi się myśleć ale przeszłość wraca. Wraca i zastanawiam się które moje wybory w życiu były złe a które dobre? Widzę same złe. Patrząc na mnie tu i teraz, były złe!? Gdzie bym był teraz dokonując innych wyborów? A co teraz? Gdybym tak potrafił wzbudzić w sobie jakieś uczucia! Byłoby łatwiej. Może!?
sobota, 31 marca 2012
To w sumie nic nowego, piję. Piję jak mam okazje, pije mniej albo więcej. Pije jak jest okazja. Piję wtedy kiedy mam ochotę. Piję, kiedy czuję z e sam ze sobą sobie nie radzę. Piję wtedy kiedy sobie ze sobą radzę. Piję więcej bo chcę się upić, pije mniej kiedy chcę mieć tylko "fazę". Nie sprawia mi to już żadnej radości.
czwartek, 15 marca 2012
No niestety cały czas mam z kobietami problemy. Jak mi się jakaś podoba to mnie nie chce, ja ja sie jakiejś podobam to ja nie chce. Straszne. W ubiegłym roku założyłem konto na sympatii, e darling itp. Nie żebym był zdeterminowany faktem że muszę sobie znaleźć druga połówkę ale po prostu a może akurat kogoś ciekawego poznam. Z edarling to dla mnie totalne nieporozumienie bo fatalnie obsługa tego wygląda. Sympatia trochę sympatyczniejsza no i chyba dogodniejsza do kontaktów. Nie jestem zwolennikiem takiego sposobu poznawania się, jakoś to mi nie pasuje. Jednak prowadzę bardzo ożywiona korespondencje z różnymi paniami. Nie jestem jednak zainteresowany poznawaniem osób z daleka więc pozostaje tylko zwykle na korespondencji. Wrodzone lenistwo nie pozwala mi na umawianie się na randki z kimś kto mieszka 50 km ode mnie. Jednak poznałem kobietę z niedaleka, jakieś 10-12 km ode mnie. Umówiłem się na randkę. W sumie nie licząc Basi z która właściwie kilka randek było nie randkowałem już chyba kilka lat. Pełen obaw, zestresowany stawiłem się na umówione spotkanie. Dziewczyna, super, świetny kontakt i spodobaliśmy się sobie nawzajem. Jednak coś chyba we mnie jest nie tak bo wycofałem się. Może, irytowało mnie jej podejście bo strasznie poganiała mnie, a jedźmy razem gdzieś, a juz się zaangażowałam, a bo ty jesteś taki zimny, bo nie piszesz, nie dzwonisz, nie odzywasz się. To mnie trochę zdystansowało bo dla mnie to za szybko. jednak staram się zrobić to po mojemu. Powiedziałem jej że to tempo mi nie odpowiada, była zawiedziona, rozczarowana, przybita. Chyba się mocno zaangażowała. teraz jednak staram się powoli abyśmy się poznali, spotykali ale nie że już wszystko musimy w życiu zmieniać, tylko w sposób ewolucyjny na spokojnie się poznać. Co z tego wyjdzie? Nie wiem, życie pokaże. A z Basią, przyjaźnimy się, dobrze jest tak jak jest. Ona nie widzi we mnie mężczyzny tylko kumpla. Trudno.
piątek, 16 grudnia 2011
O Basi coś tam napisałem ale może rozwinę jak obiecałem temat. Otóż znamy się od 7-8 lat, jest dużo młodsza ode mnie (12 lat) ale to nic nie znaczy. Świetnie nam sie rozmawia, rozumiemy się, lubimy wiele rzeczy tych samych, podobne ale jednak trochę inne zainteresowania. Ostatnim czasem (jakieś 1,5 roku) zbliżyliśmy się w naszej znajomości dość mocno tzn, randki, spotkania, kolacje, długie rozmowy, kilka wesel obskoczyliśmy razem itd. Nie powiem zawsze mi się podobała. Kiedy wydawało mi się że jest coraz lepiej miedzy nami i że coś iskrzy powiedziała ze jestem dla niej jak brat, nie ma chemii między nami itd. Nie wiem teraz co mam robić. Basia opowiada mi o facetach, którzy jej się podobają, dużo nadal rozmawiamy ale jakoś tak albo ona nie widzi , nie chce zobaczyć że ja się staram albo po prostu tak jak mówi nie ma chemii między nami. Wydawało mi się jednak że jest z obu stron jakaś iskierka między nami. Ale chyba byłem w błędzie.
poniedziałek, 14 listopada 2011
W sumie po paru dniach wracając do wpisu poprzedniego ciężko zrozumieć o co chodziło. Byłem powiedzmy trochę rozgoryczony. Dalej jestem bo wiem że nic z tego nie wyjdzie. W sumie zawsze jak zaczynam się angażować wychodzi taki babol że nic z tego nie wychodzi. Taki mój urok już. Źle odczytuje sygnały? raczej tak. Tekst Basi, o tym że jestem dla niej jak brat padł jakiś czas temu ale ostatni nasz pobyt nad morzem zdecydowanie mówi dużo. Te sygnały bardzo dobrze odczytuję, sygnały mówiące: miedzy nami nic nie będzie. Unikała mnie. A myślałem że coś może wyjdzie z tego. Łudziłem się ale były to czcze złudzenia. Chyba jednak jestem skazany na to aby być singlem. Rozwinę temat Basi kiedy indziej.
sobota, 12 listopada 2011
Po raz enty, po raz niezliczony wałkuję ten temat. Dawno nie uzewnetrzniałem swoich przerzyc ale dzisiaj dopełniła się pewna miara, przepełnieająca czarę, hmm goryczy? Wgłebniajac się troszkę w temat powiem tyle, mam grupę przyjaciółek, znam je od dawna, ale od jakiegoś czasu jedna z nich wypełniła moje mysli, życie troszkę bardziej niż pozostałe. Jednak w skrócie, moje powiedzmy zaloty spełzają na niczym. W sumie jak laska wali między oczy cios pod nazwą " bo ty jestes dla mnie jak brat" to prawdę mówiąc dla mnie to KO. Leżę na deskach i kwiczę. ale jednak nie poddaję się. Walczę, zdaje się że walczę o coś co warto. Chyba daremna walka, i nadzieje, jak zwykle? Hehhehe raczej tak. Hehehe jak zawsze. Głupie, drobne gesty, głupie drobne opinie, zdania mówią wicej, niż trzeba. Już wiem wszystko. Wiem, czy wydaje mi się że wiem? Pewne zdarzenia z pobytu w Dąbkach, nad mozrem mówią wiecej niż setki wypowiedzianych słów. Sorki za błędy, pisze na świerzo to co czuję, Nie sposób odddać tak naprawdę całość zdarzeń i sytuacji. Jednak sens jest dalej podobny. Jestem nieszczęśliwy w miłości i inaczej nie będzie,.
wtorek, 03 sierpnia 2010
Po raz którys jestem na diecie. Po raz którys nieudany. Generalnie przeciwny jestem jakimkolwiek dietom. Generalnie tak sam od siebie postanowiłem że bedę jadł mniej. Pijam slim colon rano i wieczorem że niby ma mi zapchać żołądek. Rano jak najbardziej ok. Wypijam dawkę brei pod nazwą slim colon. Przyzwyczaiłem się to tego wrednego bezsmaku. Wypijam, jem śniadanie o połowę mniejsze niż zazwyczaj. (Działa) W przypadku kiedy pracuję dizała cały dzień ale dzisiaj, beędąc na urlopie przeżywam horror. Generalnie do godziny 19 było całkiem całkiem. O 19 spotkałem się ze znajomymi, i popilismy conieco. Głód od obiadu (od 14,00) mnie zżera. Twardy jednak byłem i nie dałem się. Nie zjadłem nic, nie przegryzłem niczym. Z burczącym brzuchem, z głodowym spojrzeniem zaparłem sie w sobie i powiedziałęm twardo NIE!.
Teraz, właśnie w tej chwili, po spotkaniu z przyjaciółmi, czyję takie ssanie w żołądku. Jeść mi sie chce jak cholera. Głodzę sie strasznie.
To męczarnia. Mam problem. Zadna ze znanych mi diet nie przewiduje tego, żeby jeść wszystko. Ja kocham jeść. Kocham jeść smacznie. Uwielbiam smaki, czuc jedzenie. Hehehe wbrew pozorom nie jestem nadmiernie otyły, nie jestem gruby, ale nie jestem tez do ko nca zadowolony ze swojego wyglądu. Uważam że conieco powinienem zrzucić.
Tydzień temu wróciłem z pobytu na bawarii. Zwiedzanie Hohenschwangau, Neuschwanstein, Linderhof, piękne miejsca. Najbardziej jednak utkwiło mi w pamięci kolacja w Schwangau, we włoskiej restaruacji i stek z grilla. Niebo w gębie. Tak przyżadzonego steka w zyciu jeszcze nie jadłem. Cudo.
sobota, 17 lipca 2010
Randka była, nawet druga ale i tak cios nie tak. Coś jednak nie funguje miedzy nami. To moja wina. Nic nie bedzie z tego. Zresztą dawno zauważyłem że nie szukam zwiazku. Jest mi dobrze jak jest. W pracy to samo. Nic mi nie wychodzi ostatnio. Zapominam o wielu sprawach, nie wykonuje tego co muszę. Szukam wymówki czemu czegoś nie zrobiłem. Są i plusy. Jade na weekend do Bawarii. Nie wiem gdzie, nie wiem nic na temat wyjazdu ale niech to zostanie do końca tajemnicą. Bedzie fajna niespodzianka. Jadę z grupa znajomych ale nie miałem czasu sie dopytać co i jak z tym wyjazdem. Będe więc miał niespodziankę. Starciłem tez werwę w mojej pasji ogrodnictwa. Nie chce mi sie po prostu nic robić. Może to przez upał? Mam nadzieje jednak że wróci mi chęć "grzebania" w ziemii ;))
środa, 17 lutego 2010
Umówiłem sie ostatnio na randke. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu. Ja sie chyba do tego nie nadaję. Po 10 minutach miałem dosyć. Nie chodzi o to ze dziewczyna z która sie umówiłem jest cos nie tak. To ja jestem cos nie tak. Nie chce mi sie po prostu na siłę być miłum, nie chce mi się starać żeby było fajnie, nie chce mi się wogóle strać. Na koniec się pokłóciliśmy o płacenie. Ona chciała za siebie zapłacić ja sie uparłem że nie i rozstalismy sie w powiedzmy :gorącej" atmosferze. Cała reszta była ok, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. W sumie nie potrafimy sie oderwać od wspólnych tematów o pracy bo po czesci jesteśmy gdzieś tam powiązani tymi tematami. Miałem wrażenie ze Basia stwierdziła że chcę się do niej zbliżyć. W sumie nigdy wcześniej sie nie umawialiśmy więc skoro sie dowiedziałem że zerwała z dotychczasowym facetem to zaraz zaproponowałem randke. Na tej podstawie mogła stwierdzić że chce sie zbliżyc. Własciwie to sam nie wiem. Zaproponowałem randke dlatego, żeby sie zorientować co do własciwego nastawienia Basi do mnie. Dotychczas zawsze bylo pozytywne. Ja jednak czesto zastanawiałem sie czy mogloby cos wyjść z tego. No własnie, wiedziałem juz po tych 10 minutach, że jest to niemozliwe. Czy jednak na pewno? Przez 3 dni po randce Basia sie do mnie wogóle nie odzywała. ja tez, oczywiscie. Pomyślałem, ze chyba jednak dobrze myśle że lepiej jesli pomiedzy nami zostanie przyjaźń. Zaskoczenie moje byo wielkie, jak Basia wczoraj zaproponowała mi wspólne obchodzenie "śledzika". A ja pozostawiłem ją bez odpowiedzi na to pytanie i zupełnie ją zignorowałem. Cały ja!
|
|